Pułapka pierwszych wyjaśnień funkcjonariusza. Dlaczego stres pointerwencyjny to najgorszy doradca?
Dla wielu funkcjonariuszy prawdziwa pułapka zatrzaskuje się dopiero wtedy, gdy opadną pierwsze emocje, a na miejscu pojawia się prokurator lub Biuro Spraw Wewnętrznych. Gdy adrenalina buzuje, włącza się syndrom „muszę się wytłumaczyć”. Chcesz dowieść, że działałeś zgodnie z prawem, więc mówisz dużo i szybko. Niestety, stres pointerwencyjny to najgorszy doradca.
Pułapka pierwszych wyjaśnień funkcjonariusza. Dlaczego stres pointerwencyjny to najgorszy doradca?
Najgroźniejszy moment dla zabezpieczenia prawnego funkcjonariusza nie następuje w trakcie dynamicznej interwencji, ale tuż po jej zakończeniu. Gdy opada adrenalina, a na miejscu pojawia się prokurator lub zespół z Biura Spraw Wewnętrznych (BSW), mundurowy staje przed koniecznością natychmiastowego zrelacjonowania przebiegu zdarzeń. To właśnie wtedy dochodzi do błędów, które potrafią bezpowrotnie zrujnować późniejszą linię obrony przed sądem.
Syndrom „muszę się wytłumaczyć”.
Funkcjonariusze, działając w dobrej wierze i będąc przekonanymi o słuszności swoich działań, odczuwają silną wewnętrzną potrzebę natychmiastowego i drobiazgowego wyjaśnienia sprawy. Chcą udowodnić przełożonym i prokuratorowi, że działali zgodnie z prawem. Niestety, składanie obszernych wyjaśnień lub zeznań w stanie głębokiego stresu pointerwencyjnego to klasyczna pułapka.
Stres drastycznie zaburza percepcję czasu, odległości oraz kolejności następujących po sobie zdarzeń. Pod wpływem emocji funkcjonariusz może:
podać nieprecyzyjne odległości (np. „napastnik stał 2 metry ode mnie”, podczas gdy zapis z monitoringu wykaże 5 metrów).
Pomylić sekwencję wydarzeń (np. kiedy dokładnie padły słowa wezwania do zachowania zgodnego z prawem).
Użyć niefortunnych sformułowań, które prokurator zinterpretuje jako przyznanie się do przekroczenia uprawnień (np. „chciałem mu dać nauczkę”, zamiast „działałem w celu odparcia bezpośredniego zamachu”).
Wszelkie takie rozbieżności zostaną później bezwzględnie wykorzystane przez oskarżyciela. Przed sądem każda zmiana wersji wydarzeń – nawet w pełni uzasadniona biologiczną reakcją na stres – będzie przedstawiana jako próba mataczenia lub dopasowywania zeznań do zgromadzonego materiału dowodowego.
Milczenie to prawo, a nie przyznanie się do winy.
Wielu mundurowych uważa, że odmowa składania wyjaśnień na pierwszym etapie lub żądanie kontaktu z adwokatem zostanie odebrane jako dowód winy. To fundamentalny błąd systemowy.
Zgodnie z procedurą karną, podejrzany (a także funkcjonariusz objęty czynnościami w niezbędnym zakresie) ma pełne prawo do odmowy składania oświadczeń do czasu skonsultowania się z obrońcą. Skorzystanie z tego prawa nie jest wyrazem braku lojalności wobec formacji – jest wyrazem profesjonalizmu i dbałości o czystość procesu.
Adwokat obecny przy pierwszych czynnościach pełni rolę „filtra emocjonalnego”. Pomoże ustrukturyzować relację, wyłapie podchwytliwe pytania przesłuchujących i zadba o to, by w protokole znalazły się obiektywne fakty, a nie subiektywne interpretacje zmęczonego i zestresowanego człowieka. Pierwszy protokół bardzo często decyduje o losie całej sprawy – zmiana zawartych w nim słów na późniejszym etapie graniczy z cudem.